Pomysł na to co teraz robię zawodowo, zrodził się w mojej głowie już dawno. Wracał do mnie jak bumerang, regularnie. Wołał do mnie, żebym się nim zajęła. Po etapie chaosu w głowie i procesie pracy z moim coachem, zabrałam się do działania. Małymi krokami, tak jak sama proponuję w procesach coachingowych moim klientkom.
Była cała droga formalna, strategiczna i organizacyjna. Byłam bardzo podekscytowana, szczęśliwa i dumna, że to wreszcie robię! Realizuję to co przez tyle lat dojrzewało we mnie i było moim zawodowym marzeniem. Był wybór całego systemu, budowa strategii i planu działań. Opracowanie strony wizualnej i technicznej. Ale się jarałam 😉
Po jakimś czasie przyszedł moment, kiedy napotkałam trudności. Przy pierwszych nadal byłam zdeterminowana i zmotywowana do działania. Niestety, gdy trwało to już nieco dłużej, zauważyłam u siebie spadek motywacji, a w najtrudniejszym momencie, chęć wycofania się… (choć to była tylko krótka chwila)
Automatycznie zaczęły pojawiać mi się myśli o mnie samej, nie o moim biznesie i o moich działaniach lub ich braku. Nie osiągnęłam takiego efektu, jaki zamierzałam na danym etapie rozwoju biznesu więc jak to świadczy o mojej wartości?
Ale zaraz, jakiej wartości? Pomyślałam. Przecież każdy, gdy się rodzi ma 100% wartości, z samego faktu, że przyszedł na świat. Nie jestem tym jak gram! – dźwięczało mi w głowie.
Kupiłam i przeczytałam e-booka („Wszystko da się ogarnąć.” Marie Forleo) – polecam 😉
I mnie olśniło – przecież chodzi tu o działania, które zobowiązałam się podjąć wobec siebie i mojego biznesu, żeby mieć prosperującą praktykę coachingową.
Sukces to osiągnięcie tego, co zaplanowane.
Brak sukcesu to osiągnięcie efektu innego niż ten, który był zaplanowany.
Po prostu. To nie dowód na to, że jesteśmy beznadziejni, powinniśmy zarzucić swoje plany i w ogóle po co się za to zabraliśmy, to się nigdy nie uda…
Ok, to co dalej?
Zaczęłam myśleć jakie działania podjęłam i w nich wytrwałam? Jakich działań nie podjęłam? Konkretnie. Nie – co mi się wydaje. Zapisałam wszystko na kartce. Przeczytałam i zdałam sobie sprawę, jak bardzo osłabiłam samą siebie myśląc nieprzychylnie o sobie, zamiast skupić się na analizie działań.
Ten sam czas, energię i wysiłek mogę włożyć w dowalanie sobie, jak i w podjęcie działań. Innych działań niż do tej pory (widocznie potrzebują modyfikacji, skoro nie przynoszą oczekiwanego rezultatu) albo w zrobienie tego czego jeszcze nie zrobiłam, a przecież zaplanowałam!
Takie proste, a takie nie łatwe 😀
Najważniejsze, że zdałam sobie z tego sprawę. Wiem, że jeszcze nie raz będę stała przed różnymi wyzwaniami, pewnie także porażkami. Ale teraz już będę potrafiła się zatrzymać, gdy mój wewnętrzny krytyk będzie mi podpowiadał żeby dać sobie spokój z realizacją marzenia.
Podziękuję mu za ochronę, bo wiem, że dba o moje poczucie bezpieczeństwa.
Jednak moja decyzja to robić swoje!
A jaka jest Twoja decyzja? 😊
